Skip to content

Wszystkie gry video są o miłości

Zdaję sobie sprawę, że wszystko w życiu jest po coś i przez każdy etap trzeba przejść, bo prowadzi do czegoś konkretnego. A jednak świadomość, że poświęciłam tyle czasu bzdurnym lekturkom, podczas gdy mogłam poznawać na przykład takich Żulczyków, jest mocno dołująca.

W ramach poszerzania literackich horyzontów nawiązałam bliższą znajomość ze „Zrób mi jakąś krzywdę”. Miała trwać kilka dni, ale Żulczyk, zgodnie z zapewnieniami zaufanych mi osób, nie zawiódł – jego debiut przemówił więc do mnie na tyle, że po początkowej fascynacji, nocnej przerwie i porannym zachwycie czułam już niedosyt. I żal, że nie przeczytałam tego wcześniej.

Bo ta książka jest jak wszystkie moje ulubione blogi zebrane w jedną, lepszą całość. Z wrażliwością, którą lubię, ze spojrzeniem na świat, które cenię, z porównaniami i metaforami, które podziwiam, i z doborem słów, którego zazdroszczę.

Fabuła sama w sobie jest szalona, trochę abstrakcyjna, wirtualna, ale chyba przede wszystkim stanowi pretekst do przedstawienia pewnych niesztampowych obserwacji i refleksji. Chodzi bowiem o to, że pewien student prawa – który, o dziwo, nie obnosi się na prawo i lewo z tym, że jest studentem prawa – popada w fascynację siostrą przyjaciela. Dziewczę jest od niego kilkanaście lat młodsze, nieco odstające od reszty rówieśników, uzależnione od gier video i spoglądające na świat z niecodziennej perspektywy. I pewnego dnia również porwane przez naszego głównego bohatera.


Ale o czym właściwie pisze Żulczyk?

O ludzkiej naturze.

Jest zsyntetyzowaną kompilacją wszystkich cech, które uważam za pojebane.

Wybaczam ci, jesteś tylko opartym na pochodnych węgla, niestabilnym, organicznym, głupim tworem.

W każdym otwiera się tunel potrzeb, wysyłanie serii żarliwych próśb, aby w twoim życiu stało się coś, co naprawdę zapamiętasz, i aby było to rzeczywiste, dotykowe, z całą gamą zmysłów. Żebyś naprawdę kochał, przeżywał, upijał się, zarażał wysypkami, nabawiał raka skóry i gubił dokumenty. I to nie chodzi o nabicie serii punktów doświadczenia, o kolekcjonowanie przeżyć. Tu chodzi o jedno prawdziwe tąpnięcie.

O momentach.

Czasami każdemu się wydaje, że wszyscy ludzie to jakieś wybrakowane urządzenia. Ten moment w zależności od sytuacji nazywa się oświeceniem lub załamaniem nerwowym.

To, co jest urocze, szybko staje się irytujące. Dziecko zadaje dużo pytań – najpierw mówisz, jakie to ono jest inteligentne, potem mówisz – gnój szuka dziury w całym.

O dzieciństwie.

Przecież nie ma Nibylandii, dzieciństwo mieszka na ulicy Wiązów.

W sumie należy mi się to. Dlaczego w Europie nie ma islamu albo jakiejś innej kultury, w której po prostu dostałbym ciebie w prezencie, albo wymieniłbym się za plazmowy telewizor?

O miłości.

To nie była prawdziwa miłość i wielka przygoda, to był lek, złudzenie, kabaret z tobą w roli głównej. Neurobloker.

O artystach.

Jestem artystą, ale prawdziwym. Nie umiałem dostosować się do szkoły. Wywalili mnie z liceum plastycznego, bo nie umiałem przeforsować swoich koncepcji.

O podsumowaniach.

Było miło. Jak sobie tak pomyślę, to rzeczywiście było miło. Przez kilka głupich, przezroczystych, podartych już teraz na kawałeczki jak nieważne dokumenty, momentów. Chwil paragonów. Przez chwilę rzeczywiście było miło.

A tak przede wszystkim, to pisze o życiu i poznawaniu samego siebie w sytuacjach mocno irracjonalnych. I pisze tak dobrze i dobitnie, że chętnie przyjmę od niego każdą dawkę prawdy i refleksji.

Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości – Jakub Żulczyk

Facebook
Twitter
Google+
Instagram
  • Aż wstyd się przyznawać, ale nie czytałam jeszcze niczego Żulczyka i coraz mocniej zaczynam tego żałować :D Piękna recenzja <3

  • Nigdy nie słyszałam o tym autorze, ale… zachęciłaś mnie do niej. Lubię książki inne, niesztampowe i niepowielające nudnych schematów. Ale przede wszystkim lubię coś, co skłoni mnie do refleksji na dłużej. Czasem też mam wrażenie straconego czasu na książki. Bo fajnie czytać bajki i odmóżdżacze, miło słyszeć, że życie może być piękne i kolorowe, że wszystko może się w jednej chwili zmienić na lepsze i tęczowe… Ale czasem jednak lepiej sięgnąć po coś nieco bardziej wartościowego.

    • Jestem tego samego zdania, nie tylko jednym gatunkiem czytelnik żyje. Myślę, że Żulczyk przypadnie Ci do gustu.:)