Skip to content

Mistrzyni miniatur

Do poezji na ogół mi daleko – zdecydowanie wolę strony zapisane w całości i pełne kropek od urywanych zdań i przerzutni. Ale to właśnie twórcy liryki tak pięknie czarują słowem i poruszają najczulsze struny, więc i do utworów kilkorga moich ulubieńców zdarza mi się od czasu do czasu powracać. A zwłaszcza do takiej jednej pani, która w czterech wersach potrafi zamknąć mnóstwo przeżyć – czy faktycznie przelanych na papier, czy pozostających w domyśle.

Cieszę się, że nastrój do poznawania poezji miewam tylko od święta, bo dzięki temu tak wiele utworów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej wciąż przede mną. A w niemal każdym z nich znajduję coś urzekającego, zapadającego w pamięć albo stanowiącego perfekcyjne odzwierciedlenie tego, co sama chciałabym wyrazić, lecz mam na to zbyt mały zasób słownictwa, zbyt nieczułe serce, niedostateczną wrażliwość lub za wąskie spojrzenie na życie.

O mojej ulubionej poetce mogłabym pisać długo, na co najlepszym dowodem jest wypracowanie maturalne, w którym czterowersowej „Miłości” poświęciłam całą stronę a4, rozpływając się nad jej pięknem i prawdziwością, ale i dokonując psychoanalizy kobiety z wiersza. Krótki, niemal lakoniczny utwór, a mówi tak wiele, porusza złamane czy nawet kamienne serca i staje się pretekstem do snucia rozważań odbiegających dalece od myśli przewodniej tekstu.

Ale moje wyrazy uznania nie oddadzą choćby ułamka zachwytu nad twórczością Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, choć „Miłość” wielbię od tylu lat i zdawałoby się, że powinnam już sprostać zadaniu, jakim jest wyrażenie uczuć względem niej.

Za to jej słowa… cóż, one mówią same za siebie. Jak na słowa poetki przystało.

Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza!

Wprawdzie od poruszenia „Miłością” się zaczęło, ale kolejne spotkania z wierszami mistrzyni poetyckich miniatur okazały się niemal równie udane.

Czeka, patrzy na zegar swych lat,
gryzie chustkę z niecierpliwości,
Za oknem świat zszarzał i zbladł…
A może już za późno na gości?

 


poszłam w masce zwinięta w pelerynę ciemną
z oczami zwężonymi
w migocące sierpy
szczęście mnie nie poznało
i tańczyło ze mną
nie wiedząc że to jestem
ja której nie cierpi
los też mnie nie poznał
i pomyślał sobie
czemuż nie mam dogodzić
tej obcej osobie

To nie tylko sympatia ani zachwyt. Czy to może być miłość…?

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: Miłość, Kobieta, która czeka, Trzeba chodzić w masce

CC: wolnelektury.pl

Facebook
Twitter
Google+
Instagram
  • Poznałam Pawlikowską-Jasnorzewską poprzez książki jej siostry: „Zalotnicę niebieską” i „Marię i Magdalenę”. Cudowna mieszanka humoru, początku XX wieku i poezji.